ghost@devops:~/blog$ cat bootstrapping:-dlaczego-postawiłem-ten-bajzel-i-po-co?.md

>Bootstrapping: Dlaczego postawiłem ten bajzel i po co?

| 8 min |
DevOps Blog Linux AI LLM
#wprowadzenie #chmura

Init

Dobra, zadajmy sobie jedno, zajebiście ważne pytanie: czy świat potrzebuje kolejnego technicznego bloga? Otóż nie. Mamy rok 2026. Blogi to teoretycznie przeżytek, a Internet jest zalewany generycznym wysrywem tworzonym przez AI boty. Każdy widzi, co się odpierdala na LinkedInie – w ciągu kilku miesięcy od wzajemnego lizania się po jajkach przeszliśmy prosto do wysypu „specjalistów” od wszystkiego, ze szczególnym uwzględnieniem AI. Istny cyrk.

Więc po co powstało gh05t.sh?

Chcę, żeby ta przestrzeń była moim krytycznym spojrzeniem na technologię. Będę tu opisywał przypadki, z którymi faktycznie musiałem się boksować jako DevOps i uwierzcie mi to nie tylko były serwery. Czy będę wspierał się AI? Połowicznie. Mimo że skończyłem liceum o profilu humanistycznym, moje wypracowania były tak tragiczne, że wymagały interwencji mojej kochanej rodzicielki. Dlatego zbudowałem sobie agenta AI, który pełni tu rolę „redaktora” – ma pilnować, żeby ten tekst po prostu nie był jebanym chaosem, którego nikt poza mną nie zrozumie.

Kim w ogóle jestem? 

Nazywam się Kacper i od dekady użeram się z Linuxem. W 2015 roku, gdy zaczynałem pierwsze staże, nikt nie słyszał o „DevOpsie” – byliśmy po prostu administratorami albo Sysadminami. Szczerze? Wcale nie planowałem tu wylądować. Myślałem raczej o karierze w programowaniu albo UX/UI designie. Los jednak rzucił mnie na staż do korporacji GSK, gdzie mój ówczesny menedżer, Grzegorz (dzięki za szansę!), ukierunkował mnie na Linuxa. Moją codziennością stało się zarządzanie serwerami - tutaj też ogromny kudos dla kolegów z zespołu (Karol, Michał, Mikołaj to o was), którzy potrafili dzielić się wiedzą. Mam wrażenie, że budowaliśmy jeden z lepszych serwisów w firmie a teraz po latach potrafimy nadal budować koleżeńskie relacje spotykając się co jakiś czas na wyborne steki.

Pamiętam czasy, gdy Docker raczkował, chmura dopiero się kształtowała, a „automatyzacja” oznaczała pętle w Bashu puszczane po SSH. Szybko poczułem brak wyzwań w korpo, więc zacząłem szukać ich na zewnątrz. Niestety, zawód DevOpsa dopiero się rodził – pamiętam, że w tamtym czasie w Poznaniu było może pięć ofert na to stanowisko. Mimo to zaryzykowałem: rzuciłem ciepłe, korporacyjne gniazdo, otworzyłem działalność i zacząłem łapać pierwszych klientów.

Migrowałem do chmury, migrowałem z chmury budowałem platformy, automatyzowałem procesy. Co więcej przez chwilę nawet udało się się budować coś dużego dla Daimler, a konkretnie mercedes-benz.io. Odpowiadałem tam za budowę platformy dla wszystkich usług, a w ostatnim roku współpracy za postawienie infrastruktury i procesów pod usługę B2C – czyli te wszystkie subskrypcje do Waszych samochodów. 

Można powiedzieć: 10 lat to krótko. Ale pracując w tylu różnych miejscach, zwłaszcza gdy roboczy tydzień trwał momentami po 120 godzin, przyjąłem solidną dawkę wiedzy. Wiem, jak funkcjonują małe firmy i wielkie molochy oraz z jakimi problemami trzeba się mierzyć w moim obszarze oraz poza nim…

Cel: Przetrwać 2026

Ten wpis zacząłem pisać w pociągu Warszawa – Poznań jeszcze w grudniu 2025. Planowałem odpalić cały ten bajzel wcześniej, ale życie, jak to życie, postanowiło mi sypać piachem w tryby. Skupiałem się bardziej na swoim rozwoju oraz zleceniach a samą domenę mam chyba od 7 lat, więc dobrym pomysłem jest zrobić coś więcej zwłaszcza, że roczny koszt utrzymania jej to 250 zł. Plan na ten rok to 12 konkretnych postów. Nie wykluczam, może będzie ich więcej - na ten moment jest to plan minimum. Udowodnię sobie i swojemu ADHD – że dociągnę ten projekt do końca, o zgrozo.

Pewnie wielu z was nasuwa się taka myśl - “pewnie chce, żeby LLM-y uczyły się na jego postach”. Otóż nie, tu was zaskoczę. Blog ma na Cloudflare zablokowane indeksowanie przez boty AI - zakładam, że będzie to miało większy wpływ na SEO ale cóż pożyjemy zobaczymy. Skąd w ogóle taka decyzja? Nie mam zamiaru wiązać sobie pętli na szyi, oddając nieszablonowe rozwiązania problemów czy też moje pomysły za darmo algorytmom korporacji. Paradoks? Może. Ale jak mówi klasyk: wykorzystuję ogień, żeby kontrolować pożar.

Czy ten blog to będzie moje Opus Magnum łechtające narcystyczne ego? Zobaczymy, czas pokaże.

Czego się tu spodziewać?

Zapomnijcie o korpo-bełkocie. Jak już zauważyliście, będą się tu pojawiać przekleństwa. Uważam, że soczyste “KURWA” jest nieodłącznym elementem pracy inżyniera, gdy technologia przekracza granice ludzkiej cierpliwości – a jest to niestety nasza codzienność. Mógłbym się wybielać cytatami, że wulgaryzmy nie świadczą o niskim IQ autora, tylko po co? To moja osobista przestrzeń, w której będę wyrażał emocje tak, jak chcę. Jeśli więc czujesz, drogi czytelniku, że taka forma przekazu Cię obraża, zapraszam do kliknięcia X i niewracania tutaj nigdy więcej. Mistrz autopromocji…

Aktualnie żyjemy w dobie gdzie AI powoli staje się naszym codziennym kompanem, więc zapytałem tego naszego nowego przyjaciela (przyjaciółkę, przyjaciółko?), co ciekawego umieściłby w tej sekcji. Zobaczcie co naszponcił:

  • DevOps & Cloud: Kubernetes, który działa, a nie tylko ładnie wygląda. Terraform i Ansible, czyli automatyzacja nudy.

  • Docker: Konteneryzacja bez magii. Dlaczego Twój obraz waży 2GB i jak to naprawić.

  • AI & LLMs: Jak zaprząc sztuczną inteligencję do roboty, zamiast bać się, że nas zastąpi.

  • Ranty: Narzekanie na technologie, które miały ułatwiać życie, a tylko podniosły ciśnienie.

Przecież to brzmi tak cukierkowo i idealnie, że aż się rzygać chce. Serio chcemy takiego sztucznego świata bez grama autentyczności? Uważam, że światu potrzebna jest szczypta patologii, a nie dążenie do wyidealizowanych standardów. Podkreślam, tutaj takich wzorców nie znajdziecie. Liczę na to, że trafiając tutaj również ich nie szukaliście…

Mam nadzieję, że to miejsce wykarmi wszystkich technicznych mięsożerców. Pozwoli wam się odprężyć, a może nawet pośmiać na kiblu czy też pomiędzy wycenami waszych nicniewnoszących do świata zadań w sprintach. My, inżynierowie – pozwolę sobie o nas tak mówić, chociaż nie wiem czy mogę bo uczelnia wyższa, po pięciu latach nagrodziła mnie dyplomem z nauk społecznych. Rozumiecie, pięć lat nauki o algorytmach, sieciach, systemach rozproszonych, a na koniec dostajecie dyplom z nauk społecznych – upokarzające. Trudno niech stracę, my inżynierowie bardzo lubimy technologiczne mięsko, wszelkie przykłady jak coś zbudować są dla nas bardzo inspirujące i mam nadzieję, że ta przestrzeń zrealizuje te standardy.

A jak jesteśmy już przy mięsie, to proszę nie mylcie nas z bandą tęczowych, korporacyjnych aktywistów, dla których wielkie firmy sztucznie pompowały miejsca pracy. Fajnie i modnie według nich jest pracować w IT, od takiej osoby prędzej usłyszysz jakimi zaimkami się posługują albo dlaczego Elon Musk jest taki zły, niż porozmawiasz realnie o technologii. To właśnie oni też generują taki ściek na portalach jak LinkedIn, narcystyczni atencjusze szukający tylko poklasku. No tak zapomniałem, wspomnieć jeszcze o braku poprawności politycznej tutaj, ale hej serio chcecie świata w którym ktoś wmawia Ci co jest dobre a co złe? Może moje podejście będzie mnie w przyszłości ograniczało w nawiązywaniu jakichś nowych współprac - nieważne. Każdy ma prawo posiadać swoją własną wizję świata - moja jest taka. Oczywiście mogę się mylić ale wybaczcie jestem tylko człowiekiem.

Żeby zaspokoić moją ciekawość poprzedni akapit wrzuciłem do mojego “redaktora” i dostałem taką odpowiedź:

“Ten fragment o „tęczowych aktywistach” i „sztucznie pompowanych miejscach pracy” na pewno wywoła ból dupy u odpowiednich osób, ale hej – sam pisałeś, że jak komuś nie pasuje, to droga do X jest krótka.”

Wspaniałe jest to, że nawet korporacyjnemu LLMowi można ściągnąć kaganiec i nie piszę tutaj o GROKu, chociaż festiwal rozbieranych zdjęć Hitlera na X bardzo rozbawił. Cieszę się, że mój osobisty asystent podziela moje zdanie i nawet on rozumie, że jak komuś się coś nie podoba to należy opuścić ten obszar.

Architektura tego bajzlu (Meta-blogging)

Jeśli udało Wam się przebrnąć przez powyższy bełkot, to pewnie zastanawiacie się, jak DevOps buduje bloga w 2026 roku. Odpowiedź brzmi: Vibe coding. Wykorzystałem do tego $250, którymi uraczyła mnie firma Anthropic na zabawę z ich nowym narzędziem – Claude Code.

Oczywiście, mógłbym postawić to wszystko na WordPressie, ale musiałbym popełnić technologiczne seppuku. Oto stack technologiczny, który tu lata:

  • Silnik: Astro + TypeScript + TailwindCSS – szybki jak skurwysyn, zero zbędnego JS na froncie. R.I.P Tailwind przykro mi, że też przykładam rękę do waszego upadku.

  • Hosting: Cloudflare Pages – edge computing jest zajebisty i nic mnie nie kosztuje przy tym ruchu. Więc jak chcecie zmigrować swoje strony www z jakichś dziadowskich hostingów, to wiecie, do kogo uderzyć.

  • CI/CD: GitHub Actions – automatyczne buildy i deployment na cloudflare przy każdym PR. A mógłbym w końcu - emacsem przez sendmail.

  • Theme: Custom cyberpunk terminal aesthetic – pisany od zera przez AI, chcę, żeby przedstawiał on codzienne narzędzie każdego DevOpsa, czyli terminal.

Wszystko funkcjonuje jako Infrastructure as Code (no, prawie wszystko). Dlaczego takie wybory? Zastanowimy się nad tym w kolejnym wpisie.

Co dalej?

Plan jest prosty: wrzucać regularnie konkrety, a nie marketingowe rzygi. Następny wpis będzie o tym, jak zaprzyjaźniłem się z agentami AI i jak za ich pomocą (oraz dzięki mojemu lenistwu) powstał ten blog. Kiedy? Obstawiam koniec stycznia, o ile produkcja w robocie nie spłonie.

Zostańcie na łączu. Albo nie – to wolny internet, róbcie co chcecie.

Post ten powstał głównie w celach humorystycznych i nie ma zamiaru nikogo urazić, przy jego pisaniu nie ucierpiało, żadne zwierzę, a mogło!

echo "EOF"